CEO

List od CEO

Dzień dobry,

Jeśli czytasz ten list, prawdopodobnie szukasz partnera technologicznego. A ja wierzę, że zanim powierzysz komuś swoje systemy, dane i bezpieczeństwo – powinieneś wiedzieć, kto jest po drugiej stronie.

Od zawsze byłem osobą, która łączyła w sobie dwie wielkie pasje: pasję do historii i do technologii. W rzadkich chwilach na przemyślenia nachodzi mnie refleksja, że te dwie pasje bardzo się wzajemnie napędzały i że bez obu na pewno nie dotarłbym do miejsca, w którym jestem. Znajomość historia uczy pokory, pozwala unikać powielania błędów oraz daje odpowiedź na podstawowe pytanie „jak”, a bez technologiii nie da się „wygrywać”. Co w połączeniu daje odpowiedź: „jak wygrywać”.

Dla osoby z małej miejscowości, na prowincji kraju, przenosiny na studia do Krakowa były jak odkrywanie nowego świata. Ponad 4-godzinna podróż pociągiem, nazywanym wtedy potocznie przez studentów „Strzałą Południa”, była przeżyciem samym w sobie. Były to czasy, gdy chcąc zadzwonić do rodziny czy znajomych z akademika, należało stać na portierni akademika w kolejce do automatu telefonicznego TP S.A., a połączenie do Internetu wykonywało się przy pomocy analogowego modemu, który – jak się śmiałem – zanim nawiązał połączenie, lubił sobie z użytkownikiem porozmawiać.

To były czasy – jak często żartowaliśmy – pionierów komputerów klasy PC i sieci Internet. Wszyscy wtedy, w tym ja, składali komputery, tuningowali CPU, edytowali w asemblerze kody gier, aby zmieniać ich parametry niskopoziomowo. Może dlatego nigdy później PC-ty i laptopy mnie już specjalnie nie interesowały. Jednak ta wszechobecna atmosfera pogoni za rozwojem, radzenia sobie z niemożliwym i ciągłego przesuwania granic tego, co udawało się osiągnąć, na pewno ukształtowała moje myślenie jako inżyniera i przedsiębiorcy.

Oczywiście było to napędzane całą społecznością uczelni AGH – studentów i miasteczka studenckiego AGH – które przypominało atmosferę miksu kompletnie niezarządzalnego i niezorganizowanego zlotu wariatów oraz inkubatora startupów z budżetem na czteropak taniego piwa.

Pierwsze zajęcia i motywacja na najwyższym poziomie: „zapomnijcie, że coś umiecie”, czy „jeśli ktoś ma jakiś pomysł, to niech przyjdzie do mnie – pieniądze nie są problemem”. Kto tak mówił? Ś.P. Prof. dr hab. inż. Janusz Filipiak szef naszej katedry Telekomunikacji, co szczególnie ważne, trzeba było poprawnie umieć wymówić cały tytuł naukowy „profesora” bez tzw. „skrótów myślowych”, jeśli nie chciało się wpaść w kłopoty.

Aby Państwu zobrazować, jak innowacyjny był to kierunek studiów w 1995 roku i czego się uczyliśmy, podam przykład: w Polsce pierwszą koncesję na realizację sieci komórkowej GSM wydano w 1996 roku (Polkomtel), a pierwsza sieć komórkowa w technologii GSM zaczęła działać 16 września 1996 roku (Era GSM).

Uczelnia nauczyła mnie pracy projektowej, tego, że pomimo pasji, innowacji i kreatywności istnieje jeszcze coś takiego jak najbardziej przerażające słowo dla każdego inżyniera czy programisty – „data końca projektu” (ang. deadline), planowanie i cel, który trzeba określić i go zrealizować.

Zakończenie uczelni w 2000 roku – mój rocznik – wepchnęło wprost pod koła nadjeżdżającego z impetem kryzysu ekonomicznego w postaci pęknięcia bańki dot-com, największego dotychczas krachu w historii branży IT.

W tamtym czasie prawie wszyscy w akademikach sami sobie składali komputery. Nikt nie kupował gotowych komputerów, bo były za drogie. Ja sam skompletowałem i złożyłem wiele komputerów – dla siebie i dla rodziny – ale nigdy mnie to nie pociągało jako biznes.

Przez przypadek na początku kariery zająłem się pamięciami masowymi, bo po studiach miałem trzy oferty pracy: Solidex – inżynier sieciowy do przyuczenia, Ericsson – inżynier wdrożeniowy (ale w Warszawie) oraz firma System 3000 – na inżyniera sprzedaży. Wybrałem tę trzecią opcję, bo nie było tam czystej inżynierki wdrażania, ale również element doradzania i dobierania rozwiązań. No i nie ukrywajmy – pracowało tam najwięcej kobiet.

Gdy dwóch moich pierwszych pracodawców nie wytrzymało ekonomicznych realiów swoich czasów, przyszedł czas wziąć sprawy w swoje ręce.

Advanced Business Systems sp. z o.o.  zostało założone w 2003 roku – w jednym pokoju o powierzchni niecałych 15 m² – bardziej jako spółdzielnia pasjonatów niż korporacyjna maszynka do zarabiania pieniędzy. Nie było wielkiego planu podboju wszechświata – tylko potrzeba realizacji swojej pasji i zarobienia na utrzymanie. Chcieliśmy robić „Zaawansowane systemy dla biznesu” – Advanced Business Systems.

Nikt nam nie dał na start „pierwszego miliona”, nie otworzył tzw. drzwi, ani nie dostaliśmy na start wielkiego projektu od jakiejś dużej organizacji.

Na początku działalności firma zajmowała się projektami zabezpieczania danych, systemami pamięci masowych i tworzeniem procedur disaster recovery. Rozwiązania te wynikały z zainteresowania technologiami, z którymi zetknąłem się w pierwszych dwóch pracach – tymi które nie były desktopami, a były czymś dla mnie nowym i widziałem w nich duży potencjał.

Jak każde początki – były trudne. Ale pojawił się pierwszy większy projekt, później kolejny – i za tym powoli rodziła się rozpoznawalność w branży, wśród dostawców i klientów. Bardzo szybko zaobserwowaliśmy, że tak naprawdę tylko projekty datacenter są ciekawe – ponieważ wiążą się z wyzwaniami i rozwiązywaniem ambitnych problemów. Moją rolą było „wycisnąć” z rozwiązań więcej, niż teoretycznie były w stanie zaoferować – i to często się udawało. Przykładem takiego rozwiązania było zrealizowanie, przy pomocy prostego oprogramowania do tworzenia kopii zapasowych Veritas Backup Exec, systemu backupu dla systemu SAP oddziału bardzo dużego międzynarodowego koncernu. Innym przykładem takiego inżynierskiego, zaawansowanego rozwiązania było zaprojektowanie i wdrożenie dla dużej międzynarodowej korporacji centralnego systemu składowania i współdzielenia plików z użyciem macierzy dyskowej firmy ADAPTEC (niewiele osób wie, że ta firma – kojarzona z kontrolerami dyskowymi – kiedykolwiek produkowała macierze dyskowe) przy zastosowaniu systemu operacyjnego Novell Netware. To był projekt z kategorii „to się nie może udać” – a jednak się udało. Bo w życiu nic się nie udaje – na wszystko trzeba zapracować.

Wtedy jeszcze tego nie wiedzieliśmy, ale m.in. te dwa projekty zaowocowały zdobyciem zaufania klientów do naszych kompetencji technicznych, zaangażowania i jakości pracy. A to w późniejszym okresie przełożyło się na realizację znacznie większych projektów i serię poleceń do innych spółek w grupach kapitałowych tych klientów.

Nigdy nie zapomnę, jak po jednym z projektów klient zaprosił nas na pizzę i zapytał: „Wiecie, dlaczego wybraliśmy właśnie was?”. My strzelamy: cena? profesjonalizm? zrozumienie potrzeb? Odpowiedź brzmiała: „Nie. Wy byliście jedynymi, którzy mówili szczerze, konkretnie i merytorycznie, a nie marketingowo. Dlatego wam zaufaliśmy”. 

To zdanie zapamiętam na zawsze – bo ono zdefiniowało naszą firmę. Nie sprzedajemy marketingowej papki. Sprzedajemy wiedzę, zaangażowanie i dopasowane rozwiązania. Podobne pytania i odpowiedzi słyszałem później wielokrotnie, ale usłyszeć to pierwszy raz – to było naprawdę mocne przeżycie.

W późniejszym okresie z nieukrywaną skromnością często dostawałem pytania, m.in. od producentów, co myślę o danym produkcie, odpowiedź z mojej strony zawsze była szczera, co rzadko się ważnym osobom podobało, z czego jestem znany w branży.

I tak właśnie sami otworzyliśmy sobie drzwi do bardziej zaawansowanych projektów. Klient, który raz nam zaufał i się nie zawiódł, wracał z kolejnymi tematami. Z czasem zaczęliśmy dostarczać rozwiązania centralnych macierzy dyskowych i systemy wysokiej dostępności dla kluczowych systemów klientów. A później – jak to się mówi – poszło z górki.

Współpracując się z dostawcami w zakresie ochrony danych, zainteresowały nas rozwiązania do składowania danych – w uproszczeniu: macierze dyskowe. To były jeszcze czasy pre-wirtualizacji, więc potrzeby klientów wyglądały zupełnie inaczej niż dziś, większość systemów było budowanych w oparciu o jeden serwer wyposażony w lokalną pamięć masową, klastry były rzadkością. Wtedy w tym zakresie szczególnie zainteresowały nas rozwiązania firmy EMC – i okazało się to bardzo dobrą decyzją. EMC była firmą innowacyjną, światowym liderem w swoim obszarze. Nie tylko miała świetne produkty, ale też wspaniałych pracowników – niektórych naprawdę nietuzinkowych.

W tamtym czasie praktycznie nie sprzedawaliśmy serwerów – wydawały się nudne. Kolejny ważny produkt do naszej oferty odkryłem, realizując projekt dla jednego z klientów, który testował wtedy mało znane rozwiązanie serwera wirtualizacji o nazwie GSX, a o firmie VMware prawie nikt wtedy nie słyszał. A Ja już 1 kwietnia 2008 roku zostałem certyfikowanym inżynierem tej firmy.

Realizowane przez nas projekty stawały się coraz większe i bardziej zaawansowane. Realizacja projektu na dostawę pięciu macierzy dyskowych działających w innowacyjnej architekturze wysokiej dostępności, z wykorzystaniem wielu protokołów i technologii wirtualizacji VMware, replikującej dane i tworzącej system wysokiej dostępności pomiędzy trzema lokalizacjami Klienta oddalonym od siebie nawet o ponad 100km, wzbudziła zainteresowanie przedstawicielstwa producenta. Efektem było zaproszenie mnie i firmy do wystąpienia na ogólnopolskim Forum EMC w 2011 roku i opowiedzenie o tym projekcie.

W kolejnych latach wraz z rozwojem firmy zacząłem przekazywać te same wartości kolejnym pracownikom. I tak – do dziś – Advanced Business Systems to zespół pasjonatów technologiii, dla których najważniejszy jest klient i jego potrzeby. Budując zaawansowane systemy, wydajne i odporne na awarie zapewniające organizacjom ciągłość i pewność działania, nie ma wtedy miejsca na niedopatrzenia, automatyzmy czy sprzedawanie tego czego życzy sobie producent – bo od wdrażanych przez nas rozwiązań zależy bezpieczeństwo i sukces firm, z którymi pracujemy.

„Jakość to znaczy robić coś dobrze, nawet gdy nikt nie patrzy”.  Steve Jobs

 

kontakt
kontakt

Zadbajmy o ciągłość razem

Współpraca zaczyna się od poznania potrzeb Twojej organizacji.

Skontaktuj się z nami, aby wspólnie zaplanować kolejne kroki, a następnie określić, jaka technologia może skutecznie wspierać codzienne działanie Twojej firmy.

Każdą wiadomość czytamy uważnie i traktujemy ją jako punkt wyjścia do dalszej rozmowy.